czwartek, 17 grudnia 2009

W warzywniaku

Mamy chwilowa przerwe w chodzeniu do przedszkola wiec Mamusia stara sie urozmaicic Malenstwu czas. Polaczyc przyjemne z pozytecznym. Wiec bylysmy w sklepie z zabawkami. Kupilysmy duzo jedzonka i pieniedzy...

Prezentacja towaru



Ostatnie poprawki przed otwarciem sklepu

Sprawdzanie swiezosci towaru

Mamusia jest hurtownia. "Plose csy bzoskinie"

Tak! I csy gluski!

Szybki rzut oka na date przydatnosci do spozycia. E, te sardynki do 2012.


Plose! Celwone jabusko!

Utarg sie zgadza



Mama: - Prosze Pani, chcialabym kupic trzy arbuzy.
Jula: - Nie Pani, ja jestem Jula.


Ciezka praca. Sprzedawca zmeczony.

Kapiel tylko w towarzystwie!

Po obejrzeniu filmu o snowboardzie....

- Musiu, chodz, jezdzimy na desecce!

niedziela, 13 grudnia 2009

Kontakty rodzinne w XXI wieku

Tata rozmawia z wujkiem na Skype, Julka sie chowa za drzwiami a wujek sie wystraszyl ;)

czyli, jak mowi wujek, rodzinny "Ring 5"

niedziela, 6 grudnia 2009

No i nastał ten dzień i przyszedł Mikołaj. Trzy razy.

Najpierw przyniósł klocki Lego. Takie, o jakich marzył Tatuś...;), no, z okienkami, drzewkami i autka można szybkie budować.




Potem pojechaliśmy do przedszkola bo tam też miał zahaczyć Mikołaj. Najpierw Julia-Furia wybiegła na środek żeby przypadkiem ktoś nie przeoczył gwiazdeczki. Już buzia pęka w szwach z szybkiego skoku na ciasteczkowy bar. Mamusia pominie milczeniem co się działo w domu przed wyjściem żeby Cię przyodziać w jakiś bardziej wyjściowy ciuch. No a proszę, jakie zgrabne łydeczki.

Spontaniczne i bez wstydziocha zasilenie haremu Mikołaja.



Składanie Mikołaja po ciężkim wypadku.




Zabawa w przygotowanie kartki świątecznej.

Mamusia się wznieca.

Oj wciągnęło!


Mistrzowska robota ;)

Ale zawsze coś można udoskonalić.


Jeszcze Tatuś coś dorzuci i będzie git.


Prezentacja na tajemniczo.

Prezentacja na głupiutką pogodynkę.

Potem trzeba było śpiewać piosenkę "Mikołaju święty chodź daj nam prezenty!". Tata mówi, że Mama śpiewała najgłośniej. No coż, Mamusia kocha śpiewać, a nie dość, że można to jeszcze proszą żeby głośniej bo Mikołaj nie słyszy. No i w końcu przyszedł Mikołaj!

Pobiegłaś do niego i twarzą w twarz oznajmiłaś: Ja jestem Julka!

No i znowu prezent. Nagle się zawstydziłaś i wypychałaś Mamusię po prezent. Razem dałyśmy radę.


Laptop! Maleństwo lubi zaawansowane rozwiązania technologiczne.

Trzeba oświecić Mikołaja bo on jakby z innej bajki ;)


Jakby tego było mało potem pojechaliśmy do Babci i Dziadka bo u nich też był Mikołaj. A potem to już padłaś spać.

czwartek, 3 grudnia 2009

Agent 0207

Tacie wypadł z kieszeni iphone na łóżko. Łapiesz telefon, jest zablokowany.
- Oj nie działa. - dotykasz paluszkiem ekranu. Pojawia się klawiatura z cyframi do wstukania PIN-u.
- Zelo dwa zelo siedem. - bezbłędnie stukasz w odpowiednie cyfry na ekranie - hulla! działa.

Mamusia baranieje. I uderza w śmiech, bo to jest takie straszne, że aż śmieszne. Kiedyś Mamusia myślała, dość dawno temu, a jednak, że dwuletnie dzieci dopiero uczą się chodzić. "Nie znałam się" wtedy na dzieciach. Teraz wiem, że pewne rzeczy idą dużo szybciej. Ale takie numery w wieku 2 lat i 5 miesięcy to mi się jakoś tak o Nobla ździebko ociera.

wtorek, 1 grudnia 2009

Mikołaj się zbliża... taaaaa

Dzisiaj wieczorem przed pójściem spać.
- Co byś chciała dostać od Mikołaja dziadku?
- Pezent.
- No tak ale co w prezencie?
- Od Mikołaja.
Nieporozumienie.
- No tak, ale co w prezencie od Mikołaja? Lalę, misia, klocki?
- Telefon.
- .......
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że chodzi o iphona.
Niee, no i co tu powiedzieć. 2 lata i 4 miesiące. Świat zwariował.

niedziela, 29 listopada 2009

A w ten weekend

przyjechał wujek Leszek



i znowu było super!

sobota, 28 listopada 2009



czwartek, 26 listopada 2009

W przedszkolu


środa, 25 listopada 2009

Miś reanimacja





wtorek, 24 listopada 2009





Przyjechali na weekend Asia i Jędrek z Katowic. Poszliśmy na wspaniałą pizzę do naszej ulubionej restauracji a potem na bardzo słodki i czekoladowy deser na Monciak.
I jakie piękne Jędrek zrobił zdjęcia!

niedziela, 22 listopada 2009

Nie ma to tamto

Zaczęły się ciężkie czasy. Podobno pierwszy bunt. Mama musi sięgnąć po fachową literaturę bo rączki opadają. Od samego rana do momentu kiedy uda się zaciągnąć Cię do łóżka powtarzasz jak mantrę: "Nie chce, nie lubie, blee!". Naprawdę nie ma lekko. Wszystko na nie. Walka i negocjacje o każdy drobiazg. Rano zmieniamy pieluchę, wyrywasz mi z ręki i zaczynasz się droczyć. W myślach liczę do 10000000 i proszę żebyś oddała, proszę raz, drugi, trzeci. Za dziesiątym:
- Jula oddaj pieluchę, proszę.
Oddajesz.
- Dziękuję Ciapek.
- Nie ma za co.
No i jak tu nie zwariować. "Nie ma za co"!! Pierwszy raz! Cudo :) Coś na osłodę.

W Nowym Jorku była premiera innego tekstu. Czegoś szukałyśmy, chyba skarpetek.
- Jula, gdzie są kapetuchy?
- Nie mam pojęcia!

I przed chwilą kiedy znowu walka o pójście spać.
- Ciapek, idziemy spać.
- O nie! Nie ma mowy!
---
Bawiłyśmy się dzisiaj w doktora. Kiedy wołasz mnie do zabawy a ja się ociągam wznosisz się na szczyty entuzjazmu, przybiegasz, kiwasz na mnie rączką i mówisz:
- Musia, chodź, bawimy się, let's go!
Postanowiłaś, że będziemy się bawić w doktora. Rozłożyłaś na podłodze tetrową pieluszkę.
- Musia, kładź się.
Kładę się. Przykrywasz mnie troskliwie kocykiem, jesteś taka delikatna i uważna, Mama jest wzruszona. Głaszczesz mnie po kolanach i po głowie, zupełnie jak ja Ciebie kiedy niedawno byłaś chorutka. Przy okazji nadeptujesz mi na włosy.
- Auć - wyrywa się Mamie pacjentce.
- Przepraszam. Nie szkodzi. - mówi dr Julia :). Musia kaszlesz.
Musia kaszle.
- Dam Ci siopek, otwórz buzię Musia. - dostaję syropek na łyżeczce. - Boli Cię bzusek?
- Tak.
- Gdzie boli Cię brzuszek? - podnosisz mi bluzkę.
- O tu.
Głaszczesz mnie po brzuchu: - Już nie boli. Już jesteś zdlowiutka. Hurra! Skac Musia.
Po wyzdrowieniu muszę wstać, podskoczyć do góry i krzyknać "hura! jestem zdlowiutka"
Choruję i zdrowieję kilka razy aż jestem zmęczona więc mówię:
- Już jestem bardzo zdrowa doktor Julio, czuję się świetnie.
- Czujesz się lepiej?
- Tak, znacznie lepiej, jestem już zupełnie zdrowa. Dziękuję dr Julio, bardzo dziękuję.
Podnosisz rączkę niczym papież w uspokajającym geście:
- Nie ma splawy, nie ma splawy.

Stanowcza dr Julia: - Kładź się Musiu!

Misiek też chorował ale tylko przez chwilę. Nie chciał kaszleć i szybko straciłaś cierpliwość. Weterynarzem chyba nie będziesz ;)

piątek, 20 listopada 2009

Kochamy Nowy Jork

10.11. lądujemy w Londynie. Przesiadka na samolot do NY.

Przed nami 7,5 godz. lotu nad Atlantykiem. Ciaputek już jako pełnoprawny pasażer, z fotelem na własny użytek i jedzonkiem z cateringu. Mama i Tata modlą się w duchu i siwieją na głowie. Oby jakoś przetrwać ten lot. Jesteś nawet dość grzeczna. Dajemy radę.

Jak mówi Dora: "Yes, we did it!"

Taksówki na JFK

Nowy Jork to miasto, w którym cały czas dzieje się coś ciekawego. Pierwszego dnia naszego pobytu, na Fifth Avenue, odbyła się parada weteranów wojennych. To było wzruszające. Amerykański patriotyzm jest niezwykły i zaraźliwy. Mama była przez chwilę patriotką. Amerykańską uściślijmy. Trochę wcześniej na ulicy był koncert Bon Jovi. Ale my jedliśmy śniadanie w hotelu i obejrzeliśmy go w tv. Zbieraliśmy siły po ciężkiej podróży i przed baaardzo intensywnym pobytem.












Piłki w sklepie NBA na Fifth Avenue.

Drapacze chmur.

Późny lunch w tej samej knajpce co rok temu.




Wjeżdżamy taksówką na Soho.




Lunch w cudownej restauracji Antique Garage. Tej co rok temu.

Ciaputek wyalienował się z towarzystwa wraz z iphonem.

Ground Zero. Nadal trudno uwierzyć.

Wal Street. Giełda.

Choinka przy Rockefeller Center.




W Zoo w Central Parku.



Mama poszła na Broadway, jak w zeszłym roku. Tym razem "Hamlet", w roli głównej Jude Law. Oglądałam z trzeciego rzędu. yhmmmm....






W księgarni dla dzieci. "Mam capkę z Dorą!"

Sprzedawcy tańczą i śpiewają by zabawić dzieci. Zobaczyć coś takiego w Polsce? Bezcenne.




Obiadek w Little Italy. Malujesz indyka z Wujkem.





Salon fryzjerski w China Town.



Trochę zabawy przed punianiem.





Most Brooklynski.



Za nami Manhattan.


Brooklyn.





Kilka godzin przed odlotem. Cieepło!



Spotykamy Dorę!!

i Kubusia Puchatka! i Elmo!

Zachód słońca na JFK. Wracamy...

niedziela, 8 listopada 2009

Big Apple soon

Ciaputek już prawie zdrowy. We wtorek wielka podróż! Nowy Jork czeka!

piątek, 6 listopada 2009

Słodziutki chorutek

Jak się choruje dostaje się mnóóóóstwo prezentów


i "cytam gazetkę"

"Musia, choć zbudujemy palasol i stolik i sesełko"
Zbudowałyśmy. Mama posadziła na sesełku Kudłatego ale zrzuciłaś go i posadziłaś smoczek bo jak mówisz całując tą obrzydliwą gumę: "kocham moceka".




niedziela, 1 listopada 2009

Listopad, 1.


"Piękna śmierć to dla mnie ta w fotelu.
Głowa opadła i koniec.
Wszystko minęło."


Zbigniew Lew-Starowicz

piątek, 30 października 2009

- Jula gotuje, jestem kucharzem, Musia, daj Julce kucharzą capkę!




czwartek, 29 października 2009




poniedziałek, 26 października 2009

Miłość do Scooby Doo kwitnie!




sobota, 24 października 2009

Jesień też tak leci, i znowu niedziela...














niedziela, 18 października 2009

Tak szybko minęło to lato...


piątek, 16 października 2009

Życie to nie bajka, ale...

Musia jest chora. Tata musiał wyjechać na dwa dni. Musia ledwo żyje, Julę rozpiera energia, normalka.
Jula: Musia, choć gotować!
Mama: Ciapeczku, Mama źle się czuje, muszę się położyć.
Jula: Choć Musia, robimy coś!
Mama: Nie mogę kochanie, źle się czuję...
Po chwili leżakowania wstałam i niemrawo snułam się po domu spełniając Twoje życzenia. Potem znowu na kanapę. Podchodzisz do mnie i z zaangażowaniem pytasz:
- Czujesz się? Czujesz się Musia?
- Tak kochanie, czuję się :))
- Idziesz do kocyka?
- Tak, Musia musi się na chwilkę położyć.

Pokolenie IT

W wieku 2 lat zupełnie samodzielnie obsługujesz iphona Taty. Po kolei zasuwasz paluszkiem po ekranie przez kolejne funkcje i włączasz ulubione bajki. To naprawdę wprawia w osłupienie.
Mama i Tata w Twoim wieku przesuwali kulki na drewnianych liczydłach a Ty jesteś specjalistą od nowoczesnych technologii. iphone, DVD i laptopy rodziców, nic prostszego!




Wstajemy o świcie. Musia z włosami, hmmm, w stylu "out of bed". Siedzę przy stole, podchodzisz od tyłu, zbierasz włosy w garść, kręcisz, miętosisz w łapkach, uklepujesz gdzieś na czubku głowy, z przejęciem posapujesz i tłumaczysz mi z wielkim uśmiechem:
- Jula czesze Musie. Będziesz piękna i nowa.

środa, 14 października 2009

Nie do wiary jak Ty mówisz!

Teraz przeprowadzamy już "poważne" rozmowy. Pięknie, całymi zdaniami opowiadasz np. jak było z Tatą w zoo i jakie widziałaś zwierzątka, jak było u Babusi albo w przedszkolu. Mówisz od rana do wieczora praktycznie bez przerwy i jest to cudowne słyszeć od świtu Twój słodki głosik a czasami trochę męczące ale i tak cudowne.
Wśród tej słodkiej paplaniny zdarzają się wyjątkowe perełki, kiedy cytujesz i lekko przetwarzasz teksty zasłyszane w ulubionych bajkach. Stąd zapewne wziął się ten hit: wczoraj idąc przez pokój podniosłaś rączki do góry jakbyś chciała pozdrowić tłumy i oznajmiłaś:
- Panowie i panowie! nie bójcie się, to Julka!
Albo kiedy zaaferowana biegniesz przez dom krzycząc jak w "Dorze Odkrywczyni":
- Udało się! Udało się!
Teraz jest etap Dory, przeszliśmy przez etap "Misia w wielkim niebieskim domu", "Małej księżniczki", "Ulicy sezamkowej", "Świnki Pepy", teraz jest etap "Dory" i "Scooby Doo" oraz nieprzerwanie, niezmiennie zawsze ale to zawsze jest etap Pingu.
Pięknie śpiewasz piosenkę z Scooby Doo: "Bubi du wlacaj tu potsebna nasa pomoc" ;)
Miewasz zmienne nastroje, takie swoje foszki. Szczególnie kiedy budzisz się z drzemki. Wczoraj obudziłaś się i zaczęłaś mnie wołać miauczącym głosikiem co nie wróży nic dobrego. Kiedy podeszłam do drzwi usłyszałam: "Nie Musia, nie idź, nie idź" ( co w tym wypadku znaczy "nie przychodź tu"), no więc sobie poszłam ale zaraz zaczełaś wołać od nowa, i że chcesz na rączki.
Usiadłam z Tobą na kolanach przy stole, Ty zawsze wolisz żebym Cię nosiła, i cmoknęłam w czubek głowy w te pachnące ciepłe loki. Wytarłaś główkę ze złością, zeszłaś z moich kolan mówiąc : - "Musia, nie ca-łuj Ju-lę!", poszłaś urażona do swojego pokoju i zaczęłaś walić w bęben. :)) No no, nie ma żartów.
---
- O, bzydka pogoda. Descyk pada, troche, nieduzo, malutko, tyci-tyci, descyk-dzidziuś.
---
- Jedzie kaletka, io-io, jedzie dzidziuś chory, baldzo boli bzusek, jedzie kaletka sybko to zablać dzidziusia do doktola.
---
Wychodzimy z przedszkola z Twoją mała walizeczką, w której trzymałyśmy zapasowe rzeczy.
Jula: To Juli walizecka.
Mama: Oczywiście, że Twoja.
Jula: To walizeczka do banku.
Mama: ?? Do banku?? A po co Ci walizeczka do banku?
Jula: Nosić piniążki.
---
- Jula gotuje Musi małą kawę i palówki. Mas Musia, pij, nie gorące, ciepe jest.
---
Mama: Jesteś najpiękniejszą istotą na świecie.
Jula: Nie, nie jestem piekna.
Mama: Jak to?! Nie jesteś piękna?!
Jula: Nie, ja jestem nowa. Musia jest piękna.

sobota, 10 października 2009

Z Tatą w Zoo




piątek, 9 października 2009


u Baby w szafie
- - -

Mama: Jesteś cudem!
Jula: Nie, jestem Jula.

Jula: Musia, pats, gjazdki!
Mama: Piękne, jak świecą.
- Nie świecą, słońce świeci.
- To co robią gwiazdki?
- Puniają (śpią).
- Acha.
- A gdzie jest luna?
- Nie wiem, musimy poszukać na niebie.
- Nie ma luny...
- Nie ma? Nigdzie nie widać?
- Nie.
- Hmmm, ciekawe gdzie jest?
Jula: Luna jest na wakacjach.

środa, 7 października 2009

Garkotłuk perkusista






niedziela, 4 października 2009

Ciaputek przeziębiony

ale założyłyśmy ciepłą czapę i pojechaliśmy do restauracji na obiadek, który musieliśmy z Tatą połykać na czas bo roznosiła Cię energia.









W aucie zasnęłaś i spałaś do wieczora.

A potem wstałaś jak nowa. Biegałaś jak w amoku, wołając w kółko: "Musia! Gotuj!, Musia, chodź robimy piknik!, Musia, chces obiadek? Zieniaczki i mjeso i surówkę?!, Chces sól? I pieprz? Chces cuklu? Musia, siadaj tutaj! TUTAJ!, Musia, lób coś, gotuj coś!". No i gotowałyśmy rączki i nóżki lali, które jej wyrwałaś. Potem te nożki jadła Pepa i George. Twój szalony piknik skończył się około północy.

sobota, 3 października 2009




czwartek, 1 października 2009

Zabawa



Musia, chowamy się!



wtorek, 29 września 2009






poniedziałek, 28 września 2009

Pogawędka

W drodze do przedszkola.
W przedpokoju. Siedzisz na moim kolanie. Trzymam Cię jedną ręką, drugą zapinam rzepy od bucików.
Jula: Musia, daj nosek.
Mama: Poczekaj, walczę z bucikiem.
Jula: Musia, daj nosek, dotykamy.
Patrzę na Twoją buźkę, ten słodki miłosny uśmiech. No dobra, ryramy się noskami miłośnie. Potem zapinam drugi bucik.
Jula: Musia, daj buzię.
Mama: Już.
Jula: Daj Musia buzię, całowamy.

Jedziemy autem do przedszkola.

Jula: Musia, pats, motor stoi.
Mama: Gdzie? A tak! motor czarny!
Jula: Nie, zielony.
Mama: Czarny skarbeczku.
Jula: Zielony.
Mama: Dobrze, zielony.
Jula: Nie zielony, czarny!

Jula: Musia, bedzie jeszcze motor?
Mama: Może będzie.
Jula: Może jeszcze będzie potem motor. Pani bedzie to motoru. Albo Pan. Jula ma swój motor.
Mama: Tak, masz, w garażu. Jak będziesz duża będziesz na nim jeździć.
Jula: Jula ma swój motor, Pani ma swój motor. O! jest! Motor! Gonimy motora Musia!
Mama: Nie możemy, motor jedzie bardzo szybko.
Jula: Łap Julę motor! Jula tes lubi dużo jeździć.
Mama: Szybko lubisz jeździć?
Jula: Tak, szybko lubię.

Auto podskakuje na cudownych polskich drogach.

Jula: O! jakie dziuly! Wielkie i gloglomne!
Mama: Olbrzymie i straszne!
Jula: Taak! Bzydkie i gloglomne! Kako nie kocha dziurów, Jula kocha dziuly.

Jula: Pats Musia, piesek idzie! Malutki, piesek dzidziuś!
Mama: Tak? Nie widziałam.
Jula: Tak, malutki piesek. Jula kocha pieseka. I małego Filipka też kocham. Ooo! Las! Wielki i gloglomy! Pats Musia! Koniki! Trzy koniki! i dwa! Będzie jesce tseci konik?

niedziela, 27 września 2009

Plaza!







sobota, 26 września 2009

- Kocham bubuski!




piątek, 25 września 2009

Ten pierwszy raz!

Dzisiaj o 09:06 zrobiłaś pierwszy raz siusiu do nocniczka! Brawo!
---

Co za dzień! Znowu zaczął się o 6.00. Po 4.00 rano przyszłaś do mnie do łóżka z miśkiem. O 6.00 przemówiłaś:
- Mama chcę mleczko i do kocyka.
- Zaraz...
- Musia, stajesz? Stajesz?! Prosze Cię Musia, stań!
Miałaś taki power, że nie zmogła Cię nawet długa przejażdżka autem. O 15:00 Mama miała dość.
- Jula, uspokój się bo nie wytrzymam!
- Nie, Jula nie wytsyma!!
- Jula, mam dość!
- Nie, Jula ma dość!
- Koniec, jedziemy do przedszkola!
- Tak! Jedziemy! Kocham pseckole! Chce się bawić dziećmi! Jula chce bawić to chopczykiem! Chodź Musia sybko, jedziemy to pseckola!
Mama oniemiała na ten entuzjazm i pojechałyśmy do przedszkola takim ogniem, że zapomniałam wziąć telefon. Nie szkodzi! Gnałaś przez ogród do przedszkola co sił, wparowałaś z impetem, na chwilę zatrzymałaś się przez Paniami Przedszkolankami oznajmiając:
- Cześć, ja jestem Jula!!
i wpadłaś na salę nawet się nie oglądając.
Mama była w dużym szoku. Gdyby tak już zostało życie naprawdę byłoby piękne a Mama nówka sztuka.
A kiedy po Ciebie przyjechałam pokazałaś mi, że masz w przedszkolu swój własny wieszaczek na ubranka! Cudo! :))

wtorek, 22 września 2009



poniedziałek, 21 września 2009





niedziela, 20 września 2009




piątek, 18 września 2009




Sposób na nowe znajomości:
- Pats dziewcinka, Jula ma tutaj ałała.

Ciaputek w ostatnie plażowe dni w tym roku...

Maleństwo zaspane...






wtorek, 15 września 2009

- Fiiilip! Chodź, chodź piesku! Filiiip!!!





Wracamy wieczorem po całym dniu przygód. Mama mówi do Taty:
- Ja padam ale dziecko nadal pełne werwy.
Z drugiego pokoju słychać głosik z nutką pretensji:
- Nie dziecko! Jula!
---
Jedziemy dzisiaj na kulki. Biorę Cię na ręce:
- O Jezusie, ale Ty jesteś klopsik!
- Nie jestem PLOKSIK, jestem Jula!

KOCHAM!!! :)))))))))
- Idziemy do panonicy! (idziemy do piaskownicy)
---
Odkrywanie własnej odrębności:

Wracamy wczoraj wieczorem do domu autkiem. Założyłaś czerwoną czapkę z daszkiem:
- Jula jest Nody.
- Jesteś Nodi w tej czapeczce?
- Nie. Ja jestem Jula. To ja! - pukasz się paluszkiem w pierś. - Ja jestem Jula, to jest Mama, to jest sybka, to sybka, to sybka i to sybka. - wszystkie szybki w kako przedstawione :)
---
- Jula chce jesce bubuske. (poduszkę)

sobota, 12 września 2009

Wielbicielka "plazy" (oczywiście po sezonie turystycznym)






















czwartek, 10 września 2009





Szturm na estradę ;) "Laz kotek na potek i guga, ładna to pjosenka nieduga, niekótka, nie sam ras, zapśiewaj kotecku jesce raz!!!"

środa, 9 września 2009

Na widok aparatu natychmiast Glupominek :)

ciateczko, mniam mniam

"do jutla Musia!"

"Ten palusek boli"

"O ten, TEN"



Zaczęłyśmy polewać paluszki wodą z kubeczków żeby "nie bolały". Najpierw Twoje a potem Ty polewałaś Mamusi i zauważyłaś, że Mama ma zadrapany palec. Delikatnie chwyciłaś mnie za ten zadrapany, "Oj, tutaj ałka" i zaczęłaś całować z zamkniętymi oczkami a potem przytulać go do policzków, "Jula masuje, nie boli Musi palusek".
Jesteś tak delikatną, wrażliwą, cudowną istotą, że serce mi pęka ze wzruszenia.

Poranne przygody





wtorek, 8 września 2009

Za rączkę z koleżanką z plaży



niedziela, 6 września 2009

Nowe królewstwo Maleństwa




i takie dorosłe łóżeczko!

sobota, 5 września 2009


"Jula idzie do skoły ucyć" :)

Co mówi i co śpiewa Jula

Śpiewa maleństwo:

- Kololowe kledki badzo lubią mnie!
- Jedzie chłop, na koniku, hop hop hop!
- Waz kotek na potek i guga i guga! Ładna to posenka nieduga!
- Mugaj mugaj jazdko ma piekna jest uloda ta!!
- Panie Janie Panie Janie, rano stań bim bam bom!!!

Maleństwo mówi ciągle, m.in.:

- Śinka Pepa idzie to lotnisko (!)
- Musia, Jula tes chce budołać garas dla kako.
- O! pats Musia, pali zielone śjatełko tam wysoko! (po tym jak poprzedniego dnia wieczorem uczyłam Cię sygnalizacji drogowej)
Złapałaś dzisiaj w ogródku za węża do podlewania oznajmiając:
- Musia! Jula jest sazakiem! (strażakiem)
Po czym postanowiłaś uzupełnić akcesoria. Pobiegłaś do pokoiku po chełm i misia policjanta (upierasz się, że to sazak).
- Mamusiu, jus nie pada descyk, prose Juli dać chustecke, Jula to wycielać gołelek, gołelek jest mokly.
(już nie pada deszczyk, prosze dać Juli chusteczkę, Jula chce wycierać rowerek)



Do odważnych świat należy!


- Pokaż Mamusi jak Jula idzie puniać!

Próbować nie zaszkodzi...




W Katowicach

U Cioci Wioli :)


Maleństwo na zakupach



lala od Gujka!



Ojejku Jula ma dziada!

Wracamy do domu


poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Po śladach łez

Baba była śliczna. Masz jej uszka, lekko odstające u góry, jak u elfa. I profil noska, tak twierdzę, że podobny do Baby. Miała w sobie wieczną kobiecość, i sukience i w szlafroku. Ten rodzaj urody i kobiecości, który nie potrzebuje wielkiej oprawy.

Malowała piękne obrazy, kwiaty, kwiaty, kwiaty. I robiła piękne zdjęcia.

Nie, nie była idealna. Wcale nie. Była humorzasta, ostatnio mało się śmiała, potrafiła ugodzić słowem, była wtedy szybka jak kobra. Ale miała wielkie, dobre serce. I kiedy słyszałam od niej komplement, wiedziałam, że to nie są puste słowa. I każde jej dobre słowo pamiętam, bo wiem, że było szczere.
Najważniejsza była dla niej rodzina. I bardzo chciała mieć wnuczkę; mówiła, że w naszej rodzinie musi być więcej kobietek.


Wspaniale gotowała, hojnie dzieliła się tym, co potrafiła najlepiej. Potem siadałyśmy przy kuchennym stole i paliłyśmy papierosa. Nie widziałam jej odpoczywającej. Coś zawsze wprawiało ją w ruch. Potrafiła w ułamku sekundy wpaść w chwilę głębokiej zadumy.
Dużo się działo u niej, w środku.

Była bardzo wrażliwa. A to nie jest dobry świat dla wrażliwych ludzi.

Była jedną z tych osób, które nie tracą w sobie dziecka. U niej to dziecko często było smutne. Starałam się je pocieszyć. Ale to nie było łatwe. Zachowała dziecięcy zachwyt i wtedy wykrzykiwała: „No wiesz! Po prostu bomba!“.

Była migotliwa.

Nie dało się jej nie kochać.

Któregoś dnia okazało się, że Baba jest ciężko chora. Długo walczyła. Była niezwykle dzielna i silna. Mieliśmy tyle nadziei a tak mało było szans. Potem Baba zasnęla. I ciągle śpi.
Smutno. Żal.

Pustka.

piątek, 28 sierpnia 2009

Nieopisana strata. Bezbrzeżny smutek.


10.VI.1949 - 21.VIII.2009

czwartek, 20 sierpnia 2009

środa, 19 sierpnia 2009



wtorek, 18 sierpnia 2009




poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Zwykłe dni to nasza specjalność

Szybki skok celnika

Silne poczucie własności mienia. Zbliża się dzidzia, "To moje!"

"Pats Mamusiu, Jula robi ciufcie kamyków"



Plum!

niedziela, 16 sierpnia 2009

I kolejny zwykły dzień

Zaczynamy w rozbiegu

Kuli kuli!



Ciacho!

Lodek!






Piżamkowy Dziadek prezentuje nowe kaputki

piątek, 14 sierpnia 2009

Zwykły dzień Juli









Jula liczy: "jeden, drugi, ceci"
i "Raz, dwa, cy, ctery, sześć, siedem, chosiem, dziewieć, dziesieć"

poniedziałek, 10 sierpnia 2009












niedziela, 9 sierpnia 2009



Odrobinę prywatności!





piątek, 7 sierpnia 2009

Kilka scen z przedszkolnego życia





A po przedszkolu i drzemce rowerkiem do lasu

środa, 5 sierpnia 2009

W Katowicach

Przed wyjazdem: - Jula bieze to!

Lilili


Lodek w wielki upał


Z Ciocią w parku

Rano bywałaś przymulona zupełnie jak Mamusia



Kuli

Kako!!!


Bija

Motor

Po obiadku w Dyliżansie

Z nową torebką




U Tatusi w pracy

Wracamy do dooooomuuuu!!!!!

poniedziałek, 27 lipca 2009

Dzisiaj imieninki Mamy i Julinki





niedziela, 26 lipca 2009

Z ostatnich dni, tygodni, miesięcy...

- Jula ce mleko.
Mama podaje mleko.
- Dzieki Mamusiu.
...
Rano. Jak zawsze za wcześnie.
- Ma-mu-siu! Chodź tutaj sybko do Juli! Jula boi się duzej muchy! (acha, piękne socjotechniki)
Mama idzie. Kiedy tylko nacisnę klamkę stajesz w łóżeczku i zbierasz kołderkę:
- Ojej to duzie, to Mama cima (trzyma).
Bierzesz poduszkę i Misia.
- Już wsysko mamy.
Biorę na ręce Ciebie, Misia, kołderkę i podusię i idziemy do sypialni. Włączam bajki i modlę się o jeszcze chwilę w łóżku. Przytulasz się, dostaję cmoka ale po chwili słyszę stanowcze:
- Mama nie ce pać.
- Ciapek, Mama bardzo chce spać.
- Nie! nie ce Mama. Mama staje, Jula ce to naniu! Jula ce mleko do kocyka ( Jula chce żeby Mama zaniosła ją na rękach na kanapę w dużym pokoju, przykryła kocykiem, włączyła baje i migusiem zrobiła ciepłe mleczko) - ściągasz ze mnie kołdrę. Zaczyna się dzień.
...
Buba. Stoisz myjąc konika, Mama myje Ciebie. Puszczasz bączka.
- Ojej, co to? - na buzi radosny rogal.
- Bączek.
- Jesce bedzie!
No i zaraz leci drugi :))
...
W tv na ekranie duży motyl.
- Co to Mamusiu?
- Motyl.
- Ma bilet, ce lecieć.
Podróże kształcą :)
...
Po kąpieli ubieram Cię na przewijaku. Kiedy na nim stoisz jesteś ciut wyższa ode mnie. Zaglądasz mi za dekolt.
- Ooo, a co to?
- Cycuszki.
- Duzzzzeee!
- Ty też masz cycuszki. - podnoszę Twoją koszulkę i pokazuję cycuszki, spoglądasz w dół:
- Nieee, to pleci.
...
Szukamy miejsca do parkowania.
- Chyba nie pójdziemy na spacer Ciaputku, wszędzie turyści, nie ma miejsca.
- Szukamy mesca.
Nagle jest, jakiś pan wyjeżdza.
- O! jest mesce! Dzieki panek!

sobota, 25 lipca 2009

Piżamkowa sobota

Pogoda była straszliwie śpiąca, zrobiłyśmy sobie dzień domowo-piżamkowy. Czytałyśmy gazety i książeczki, jadłyśmy płatki, było całowanie, przytulanie i razem zasnęłyśmy w południe. Cudowny, leniwy dzień.



piątek, 24 lipca 2009

Obiadek w przedszkolu. Rybka, ziemniaczki i surówka.


W poprzedszkolnej ekscytacji "nie ce do domu", idziemy na lody.




czwartek, 23 lipca 2009

Za czym bardzo tęski Tata

kiedy wyjeżdża.

Dziady w Londynie i Genewie - część II

angielski lodek, mniaaaam

Julia international


Brałaś czynny udział w akcjach społecznych - tutaj żeby ratować goryle

Teatr Jej Królewskiej Mości



Show na Soho

Integracja jak zawsze

Ale to za mało, gwiazdeczka Mamusi postanawia przejąć show. Pomalutku....

ale skutecznie

i znowu życie towarzyskie

telefon do Baby, czy już lepiej się czuje


pół etatu w londyńskiej policji


ptaszki i wiewiórki w pięknym parku

Tower Bridge

liby


przelotne znajomości w Hyde Parku



2 min grzecznie za rączkę

a potem już w drugą stronę


Mama zakochana w Londynie na zabój


tu jedliśmy śniadanka

zmęczenie bywało okrutne

a potem Genewa

to widać...

lilili w Genewie


I wracamy do domu...

Julinek w Londynie - część I

Najpierw pojechaliśmy do domku w Warszawie żeby się wyspać przed lotem

i były kamyki!

Nie wyspaliśmy się bo o 2 w nocy byłaś już gotowa do drogi ;)
Poranne mleczko na kanapie, ok 5.30 rano

Już pełnoprawny pasażer

i zdyscyplinowany

i jak zawsze szczęśliwy

oraz bardzo towarzyski, bez względu na bariery językowe


Londyn pod nami!

Jedziemy taksówką do hotelu

I zaczynamy nasze codzienne wyprawy

Rozgrywasz międzynarodowe mecze

Jeździsz taksówkami

i metrem

Big Ben jest piękny

a na Piccadily co roku przechodzi 34 274 552 pieszych!!! My też!

Regent Street


Carnaby Street


U Królowej

W londyńskim akwarium

na kawce w południe

w Hyde Parku

i w Parku St James

środa, 22 lipca 2009


Praca zespołowa, skład damsko-męski, hmmm....


O! Musia, pac, mała mucha!


Panie Jaje!!!


poniedziałek, 20 lipca 2009

Dzisiaj rano, kiedy się obudziłaś usłyszałam z Twojego pokoiku:
- Jaje panie bim bam bom!
:)
Przed południem po dłuższej przerwie pojechałyśmy do przedszkola. Mama miała obawy. Kiedy już zorientowałaś się mały cwaniaczku gdzie jedziemy powiedziałaś "Nie cem do dzieci! Nie cem do Pani!". Zaczęłam Ci tłumaczyć, że pójdziesz na chwilkę do przedszkola pobawić się z dziećmi, że będzie fajnie a Mama w tym czasie zrobi zakupy i kupi ciacha i szybko po Ciebie przyjedzie. Zgodziłaś się ale pod przedszkolem znów zaczęłaś protestować już smutnym głosikiem. I wtedy coś się przypadkiem udało! W oknie było kilkoro dzieci i patrzyły jak idziemy. Pokazałam Ci buzie w oknie i powiedziałam:
- Zobacz, dzieci czekają na Julę! Cieszą się, że Jula idzie! I Pani się cieszy! Wszyscy już czekają na Julę, kiedy ta Jula do nas przyjdzie!
I wtedy na Twojej buzi pojawił się błogi uśmiech.
Po raz pierwszy nie płakałaś przy pożegnaniu. Tuliłaś mnie i całowałaś mówiąc "To nasa Musia, to nasa Musia" ale było już całkiem nieźle.





Kiedy po Ciebie wróciłam akurat wychodziłaś z dziećmi do ogrodu. Ucieszyłaś się ślicznie, Panie powiedziały, że ciągle pytałaś o Mamę ale nie płakałaś. Kiedy zapytałam czy chcesz iść do domku powiedziałaś: NIE. Hurrrra! Cud!
- Oć Musia tes - wzięłaś mnie za rękę i poszłyśmy z dziećmi do ogródka.
Ślicznie się bawiłaś a dzieci przychodziły bawić się z Mamą. W pewnym momencie jakiś chłopczyk przez pomyłkę nazwał mnie Mamą, podeszłaś i zła odsunęłaś go mówiąc stanowczo i z pretensją: To moja Mama!
Potem pojechałyśmy na zakupy, powiedziałaś, że jutro też chcesz iść do przedszkola i było cudnie.
Oberwało mi się w domu. Dostałaś histerii, płacz był straszny, chciałaś naniu, krzyczałaś na mnie kiedy próbowałam usiąść trzymając Cię a rękach, musiałam Cię tulić stojąc, potem zaczęłaś mnie bić po rękach i to dotkliwie, ale nic nie mówiłam bo widziałam, że emocje bidaku są straszne. Kiedy przestałaś mnie bić, za sekundę zaczęłaś całować z przejęciem i łkać "Moja Musia, Juli Mama to jest". Mama Cię lulala aż zasnęłaś.
Teraz już wiem, że z dziećmi Mamusia musi na dystans.

niedziela, 19 lipca 2009

Co robimy u Baby

Kiedy wracałyśmy dzisiaj wieczorem do domu Mama zaśpiewała Ci piosenkę:
"Panie Janie, Panie Janie,
Rano wstań, rano wstań,
Wszystkie dzwony biją, wszystkie dzwony biją,
Bim bam bom, bim bam bom"
Kiedy skończyłam usłyszałam Twój zachwycony głosik:
- Jesce
- Co jeszcze Ciapeczku?
- Jesce "Jaje Panie"
:))
no i Mama musiała śpiewać całą drogę z Zaspy do Sopotu....

sobota, 18 lipca 2009

Śniadanko w spineczkach

Kiedy przyjechałyśmy do Baby Ciaputek zasnął mocno od upału

potem się wachlował aż połamał wachlarz

a potem pojechałyśmy z Babą i na rowerku kupić majtusie

piątek, 17 lipca 2009

Kituś


Lodek cekoladowy

Inwentaryzacja w kuchni Baby

oraz remanent w "zimnie" Baby



a po ciężkiej służbie policjant zasypia


----------------------------------------
Jedziemy do Baby.
Jula:
- Nie cem do Baby.
- Oj, chcesz chcesz, tylko tak mówisz.
- Nie, nie cem.
- Baba zrobiła dobry obiadek, chcesz jeść mięsko?
- Tak.
- A zieloniutki groszek zjesz?
- Tak.
- No widzisz, będzie pyszne jedzonko, Mamusia też zje.
- Baba nie jeść.
- Ojej, a dlaczego?
- Nie jeść Baba, nie.

Podjeżdżamy pod dom Baby.
- Nie ce Jula do Baby.
- Ciaputku, nie mów tak bo przecież lubisz być u Baby.
- Nie. Jula nie kocha Baby. Mama kocha Babę. Jula kocha Mamę.

wtorek, 7 lipca 2009

Diesel jeans are best

ktoś bardzo kocha ubranka Mamusi...


Po pseskolu




poniedziałek, 6 lipca 2009

Heineken Open'er - KINGS OF LEON

video

Oh yeah....

piątek, 3 lipca 2009

I dalej świętowaliśmy












czwartek, 2 lipca 2009

2gie URODZINKI !!!

Świętowaliśmy od rana do wieczora :)

Świętował "Gujek" Miki

i "Ciocia" Viola

i "Gujek" Kamil

i Mamusia nosiła na rękach

i Tatuś miał refleksje

i Baba z Dadą przynieśli dużo plasteliny do robienia "jajo i ludzika"

i było tyyylle prezentów

i kartki z życzeniami








środa, 1 lipca 2009

Prosty przepis na szczęśliwe dzieciństwo

















wtorek, 30 czerwca 2009

Po zabawie w przedszkolu senność w drodze do doktora. Mamusia w tym czasie zaciska zęby w wielkim korku..


Uff, już po doktorze!


Wyłudzanie, "Ciem lizaka!"

Plastelinowy pedicure

niedziela, 28 czerwca 2009

Zgrywusek



sobota, 27 czerwca 2009


26.02.2009

piątek, 26 czerwca 2009

Przedszkolaczek odreagowuje przedszkole





chociaż dziś, pomimo rozpaczy przy rozstaniu, miałaś bardzo fajny dzień w przedszkolu. Pani zadzwoniła do mnie, że mam być spokojna bo pięknie się bawisz i sobie śpiewasz. Mamusi skarb.
Byłaś dzisiaj w przedszkolu 4,5 godziny i spałaś w przedszkolnej sypialni. Mam nadzieję, że niedługo będziesz się cieszyć kiedy będziemy tam jechać i już nie będziesz powtarzać: "Nie ciem dzieci Musia, nie nie, nie ciem dzieci, yy".

środa, 24 czerwca 2009

Jeden dzień a tyle się działo

O takich dzieciach jak Ty mówi się "żywe srebro", dodałabym, z napędem atomowym.
Mamusia daruje sobie dzisiaj opisy. Mamusia jest zbyt zmęczona a pewnych rzeczy nie da się opisać. Jesteś mądra, jesteś słodka i zabawna, ale w takie dni jak dziś Mama modli się żeby przetrwać.










P.S.
- Ciem loda Musia.
- Dobrze, pojedziemy na lody.
- Pan loda da Juli.
---
- Musia, ciem naniu!
- Nie na rączki, idź pod kocyk.
- Naniu ciem!
Mama siada przy stole.
- Nie! Nie cem Musia siąść! Ciem naniu! Choć Mamusiu tutaj do Juli!!!!!

wtorek, 23 czerwca 2009

A dzisiaj...


Kiedy ubierałam Cię dzisiaj rano, chciałam założyć Ci bluzeczkę, którą miałaś na sobie wczoraj. Kiedy zaczęłam wkładać Ci ją przez główkę strasznie się zbuntowałaś i wyrwałaś mi ją z rąk.
- Ciapek ubieramy bluzkę bo jest zimno.
- Nie ciem!
- Nie ma nie chcę, ubieramy się.
- Nie ciem!!
- Ale dlaczego?
- Ciem noła blusie!
Mamę zamurowało.
- Chcesz nową bluzeczkę?
- Tak.
Mama otworzyła szafę, pokazała na bluzkę z pingwinkiem:
- Ta z bimem może być?
- Tak, ciem.
Strojnisia moja słodka :) Geny :))

Potem przyszłaś do mnie bardzo przejęta mówiąc, że "Julia ce pascyk".
- Patyk skarbie?
- Pascyk.
- Ale co to jest?
Podeszłaś do swojej szafy z ubrankami i waląc w drzwi łopatką tłumaczyłaś Mamie "pascyk!".
- Aaaa! płaszczyk chcesz!
- Tak, pascyk.
- Nie mamy pascyka, już wyrosłaś.
- Ciem pascyk.
- Dobrze, chodź Mama założy Ci płaszczyk.
No i Mama wzięła kocyk i zrobiła płaszczyk, niczym królewski gronostajowy. (Foto wyżej).
-- -- --
Po Twojej drzemce pojechałyśmy do Almy po soczki i ciacha. Wjechałyśmy na parking, strasznie dużo aut. I Mama słyszy Twój słodki głosik z tyłu:
- Nie ma mesca. Julia siuka mesca.
To są chwile nie do opisania. Kiedy taka jeszcze malutka a już taka jesteś mądra i zadziwiasz Mamę i wzruszasz bezgranicznie. Pamiętałaś jak często kiedy wjeżdżałyśmy na parking Mama mówiła na głos, że nie ma miejsca i musi poszukać.







poniedziałek, 22 czerwca 2009

Jula śpiewa w łóżeczku:
- Moje mleko, moje mleko, Juli mleko.
Jula śpiewa w aucie:
- Jedzie Jula kako, jedzie Jula kako, lalala.

oraz Jula mówi:
- To noła pyta Juli, noły misiu.
- Pajok, nie ma tu pajoka, pajok jest w domu.
- Musia goni Jule! Dogonie cię Musia!
- Kuliku nie ić tam! Zacekaj, nie! Ojej plosiak bum!

Po zdeptaniu biednego ślimaka:
- Psiklo simaku.

niedziela, 21 czerwca 2009

Małe monologi












Dzisiaj wieczorem poszłyśmy na plac zabaw za płotem naszego ogródka. Tak się cudownie złożyło, że na pokrowcu od piaskownicy zebrała się duża kałuża po deszczu.
- O! Goda!!
Po kolei zbierałaś zabawki i wrzucałaś do wody.
- Tatek do gody! (statek do wody), pata do gody!, misiu tes do gody, blaby do gody! (grabki do wody).
Jak już wszyscy się podtopili z zatroskanym głosikiem podjęłaś akcję ratunkową:
- Choć ludziku, choć misiu, choć pato...
A potem przechodził za płotkiem kot sąsiadów.
- Kot! Kot choć! Cekaj kot! - rzuciłaś mu swój największy skarb - łopatkę - plose kot! pata!
Ale kot sobie poszedł więc szukałyśmy ślimaków.

W kąpieli oczywiście czarna rozpacz, już nie tylko z powodu mycia "guły", ale nawet z powodu mycia rączek. Pewnie dlatego, że masz katarek i mało dzisiaj spałaś w dzień.
- Nie cem buby! Nie cem cisty! Nie cem guły!!! Koniec buby! Koooniec mamusiu!!
Ale w nagrodę za ten stres kiedy przytuliłam Cię przed snem usłyszałam wyszeptane do ucha:
- Kocham Cię Mamusiu.

czwartek, 18 czerwca 2009

Przełomowy moment!

Ciaputku, tej nocy po raz pierwszy zasnęłaś bez smoczka! Nie ma już smoczków. Era smoczka dobiegła końca! Brawoooo!

poniedziałek, 15 czerwca 2009

U Baby Joli na imieninach








Szczęście Mamusi zasypia






sobota, 13 czerwca 2009

Rano




- Musia! .... Musiu!! Mamusiu!!!!
- Ide!
- Musia!
Kiedy Mama jest bardzo nieprzytomna bierze Cię cieplutką, pachnącą snem i mokrą pieluszką, z Misiem pod pachą i czasami z "bimam tes" do sypialni i włącza bajki. To pozwala na chwilę przebudzenia i oswojenia faktu, że oto zaczyna się kolejny jakiś tam siedemsetny z kolei dzień od rana do wieczora wg bejowego grafiku. Bywa najpiękniej, i bywa tak, że lepiej nie mówić.

piątek, 12 czerwca 2009

Znowu "lodek"



czwartek, 11 czerwca 2009

Póki Mama pamięta

"Ciepa goda, zima goda" (ciepła woda, zimna woda)
"Nie cem do buby" (nie chcę się kąpać)
"Nie cem puniać" :)) (dla wtajemniczonych)
"Kocham hauka, ogom kocham też" (kocham pieska i ogon też)
"Gonie hauku" - biegając za Filipem
"Simakuuuu!! Simaku!!" - wychodząc po deszczu do ogródka w poszukiwaniu "szybcików"
"Mamy kolek" - kiedy jest dużo aut na drodze
"Kako myje w myjni" (auto się myje w myjni)
"Pepa nie działa" - kiedy wczoraj nie mogłyśmy włączyć bajki o śwince i powiedziałam, że Pepa nie działa. Dzisiaj przejeżdżałyśmy obok miejsca, w którym stała karuzela i usłyszałam:
-"Lilili nie działa". Moja genialna główka.
Kiedy zeszłyśmy dzisiaj do garażu jak tylko otworzyłam auto wskoczyłaś na fotel kierowcy, głosem nie znoszącym sprzeciwu powiedziałaś: "Mama tu" i paluszkiem pokazałaś na miejsce pasażera. Szalałaś włączając wszystko co się dało. W pewnym momencie kiedy już żadne lusterko nie zostało na swojej pozycji, stałyśmy na światłach awaryjnych i tylko czekałam aż włączy się alarm posadziłam Cię w foteliku mówiąc: "Starczy już Ciaputku bo zepsujesz kako". Usiadłaś grzecznie i cichutko, a kiedy ustawiłam wszystko z powrotem i włączyłam silnik usłyszałam z tyłu pełen radości okrzyk: "KAKO DZIAŁA!!". :))